Do Ostrowa pod wiatrak
Najpierw do Krzyżówki na spotkanie z kolegą z biura. Przy wjeździe do Krzyżówkowego lasu zaatakował mnie borsuk :) Pewnie nie zaatakował tylko nie zauważył i warcząc wybiegł na drogę. Nie zauważyłem go z początku się wystraszyłem, że to pies mnie atakuje, jednak jak się już zauważyliśmy to ja odetchnąłem, a on uciekł w panice :)
W Krzyżówce czekając na kolegę przy zagajniku pozbierałem trochę maślaków.
Od Krzyżówki pojechaliśmy przez Gaj i dalej przez lasy, zahaczając o zamek, do Wylatkowa. Przybrodzin i do Ostrowa pod wiatrak na smażoną sielawę :) Byłą wyśmienita, delikatna i świezutka. Porcja byłą słuszna, więc trochę źle się jechało z powrotem (przez Powidzi i Witkowo). Tym bardziej, że zrobiło się bardzo zimno, wietrznie, a przed Witkowem zaczęło padać.
Z kolegą rozstaliśmy się w Krzyżówce, zahaczyłem o trzemeszeńskie dożynki w Niewolnie. Trochę spędu i nic poza tym. Na szczęście spotkałem kilku znajomych i przyjaciół. Gdy szedłem do sklepu śmignął obok mnie Sebekfireman nie zauważywszy mnie, ale jak się jeździ z taką prędkością... ;)
Po powrocie zrobiłem dobry użytek z zebranych maślaków. Tak królewskiej kolacji dawno nie jadłem :)

