Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2008

Dystans całkowity:294.19 km (w terenie 53.40 km; 18.15%)
Czas w ruchu:12:52
Średnia prędkość:22.86 km/h
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:49.03 km i 2h 08m
Więcej statystyk

Do pracy...

Rano

Poniedziałek, 31 marca 2008 · Komentarze(0)
Do pracy...

Rano z domu na dworzec, pociagiem Mogilno- Gniezno,w Gnieźnie z dworca do Vetry no i popołudniu z powrotem jak zwykle przez Lubochnię, Trzemeszno, Kruchowo i Wylatowo.

Słoneczko grzało przepysznie :) Wiosna jak się patrzy, ruszyły prace polowe.
Zatrzymałem się w Wydartowie przy jeziorze Młynek. Jest ono w dolince, dlatego też osłonięte od wiatru. Tam to już wogóle Słońce piekło :)) W dodatku fajna cisza tam. Co najwyżej słychać jakieś pluskające się w wodzie ptaki, krzyk bażanta czy nurkującego perkoza. Jutro wezmę tam aparat :)
Szkoda tylko, że cała drogę pod wiatr było, sił zaczynało brakować :( Wszystko przez te wiatraki co postawili.. kręcą się szybko i wiatr robią ;)

Dzisiaj znowu konkretniejsza wycieczka.

Niedziela, 30 marca 2008 · Komentarze(9)
Dzisiaj znowu konkretniejsza wycieczka. Pogoda rewelacyjna, więc trzeba było. Padło znowu na Skorzęcin. W tamtą stronę wiatr dawał się we znaki, a z powrotem zmęczenie. Dobrze, że miałem wafelka i "napój izotoniczny", bo jechałbym na "głupim jasiu" :/

Do Skorzęcina jak zwykle... Wylatowo, Trzemżal, Słowikowo (piękna, zadbana wioska) Kinno, Skorzęcin wieś i letnisko :) W Skorzęcinie całkiem sporo ludzi chodziło. Otwarty nawet był jeden lokal, chciałem się zatrzymać coś przekąsić, ale za dużo ludzi. A woda w jeziorze krystalicznie czysta :)
W Skorzęcinie wymyśliłem, że może zahaczę o Powidz. Miałem nadzieję, że Rotunda będzie otwarta i tam coś przekąszę. No więc pojechałem, od Skorzęcina przez las do Wylatkowa. Tamta droga jest zawsze masakryczna. Piach taki, że ręce bardziej się męczą niż nogi.
W Powidzu się zawiodłem, bo Rotunda nieczynna i wogóle małe zainteresowanie jeziorem.
Po drodze zahaczyłem o Przybrodzin... tam już wogóle wszystko pozamykane. Miałem nadzieję, że w OStrowie za Hutką czynny będzie lokal "Pod wiatrakiem". Nadrobiłem 4 km by się przekonać, że jest zamknięty. Nic tylko jechać do domu, przez Anastazewo i Orchowo. W Orchowie w sklepie kupiłem 2 czerstwe bułki azowe, uratowały mi życie :) Kupiłem też... Czarne z Fortuny (wtajemniczeni wiedzą co to ;)), wrzuciłem do sakwy i pojechałem dalej przygryzając bułki. W Orchowie wyprzedziłem bryczkę, dzieciaki pogratulowali mi tempa i fajnego roweru :) (dzięki).
Dalej droga przez Myslątkowo, Różannę i Procyń. W Procyniu w lewo na Kamionek. Po zjechanu z głownej drogi zatrzymałem się by opróżnić Fortunę (miodzio). No i... piękna jest tam górka, kolejny w tym roku rekord prędkości- 53,9km/h :)
Z Kamionka do Wylatowa i Mogilna. W Mogilnie kupiłem na dworcu bilet na rower na rano (pojadę do pracy pociągiem z rowerem, a z powrotem na rowerze).
Pojechałem dalej do Dąbrówki odwiedzić babcie, no i później powrót do Mogilna. Na sam koniec, przy zdejmowaniu uszkodziły mi się patrzałki :((( Będzie trzeba jakoś taśmą nareperować :))

Czas na fotki...

Spacerujący Żuraw w okolicach Słowikowa, nieco dalej na drodze stały sarny, ale uciekły zanim zrobiłem zdjęcie :(


Las między Kinnem a Skorzęcinem, bardzo piekny, zwłaszcza jesienią


Kotek przyczajony w zawilcach (chyba, znam wersję ogrodową)


No i same zwilce :)


Skorzęcin.. sporo ludzi było, chociaż tu akurat nie widać


Woda kryształ


Ja w całych jeszcze patrzałkach z napojem izotonicznym dla zmyły w innym opakowaniu ;)


Pusta plaża w Powidzu, pomosty rozebrane :(

Sobota, 29 marca 2008 · Komentarze(0)

Przy wolnym dniu trzeba było

Niedziela, 16 marca 2008 · Komentarze(11)
Przy wolnym dniu trzeba było koniecznie zrobić jakąś wycieczkę, chociaż niezbyt chęci były. Wybrałem się na ścieżkę edukacyjną do Gąsawki.
Konieczny punkt do odwiedzenia przez każdego mieszczucha i to koniecznie o każdej porze roku.
Jak tam dojechać rozpisywać się nie będę. Z Mogilna wystarczy jechać na Gąsawę. W Bełkach, po zabójczym podjeździe skręcić w prawo na Gąsawkę i po przejechaniu 1,5km jest po prawej stronie mały parking i tablica informacyjna o ścieżce. Naprawdę rewelacja ją przejść.
Dzisiaj relacja bardziej fotograficzna niż opisowa.



Początek ścieżki


Bardzo piękny las. Wystarczyło się zatrzymać na chwilę w ciszy by usłyszeć całe mnóstwo ptaków. Trudno to nazwać hałąsem ale ilość decybeli powalająca. Gdzieś w pobliżu krążyły kraski.


Przy siedlisku żurawia


Nosił koń po błoniach ponieśli i konia... W sumie jedyne miejsce, w którym nie udało się przejechać rowerem. Jednak i tak ścieżka jest ciekawsza do pokonania pieszo. Przyjemność trwa dłużej :)


Przy powalonym drzewie. Nasłuchuję korników.


Krajobraz w horrorowym stylu


No i początek horroru. Niedaleko mnie drogę przebiegło mi stadko dzikó, jakieś 15 sztuk... no i była dalsza część horroru. Ujechałem z 50m i zatrzymałem się zrobić zdjęcie. Nie zdąrzyłem uruchomić aparatu gdy z naprzeciwka w moją stronę wybiegło 5 warchalczkó :) Myślały, że to tata czy co... ;) Ucieszyłem się, że będę miał fajne zdjęcie, ale.. zanim je zrobiłem uświadomiłem się, że jak są warchlaki, to będzie i locha, a to mogłoby być nieprzyjemne spotkanie jakby się zdenerwowała. Wskoczyłem na rower i w nogi :) Na szczęście warchlaki poznały, że jednak nie jestem icha tatą i uciekły szybciej niż ja :)



A nad głową cały czas stukał dzięcioł


Kładka przez rzekę Gąsawkę. Fajne miejsce na przystanek, jest małą kaskada z relaksującym szumem wody...


... kwitną ładne kwiatki...


... i do Gąswki podchodzą zwierzęta się napić. Tutaj był lis z dłuuugą kitą. Może z 20m ode mnie. Jednak zanim uruchomiłem aparat uciekł. Zdjęcie wzorcowo poruszone z zagadką co na nim jest lisem :)



Dolina Gąsawki


Przejazd fajną kładką, trochę zbyt szerokie szpary między deskami :/


No i koniec ścieżki. Dojazd do miejscowości Gąsawka, krótki przystanek na piwku i do domu...



Pierwszy raz w tym roku przejazd

Wtorek, 11 marca 2008 · Komentarze(2)
Pierwszy raz w tym roku przejazd rowerem z pracy. Rano 2km na pociąg, później ok. 5km z pociągu do pracy i reszta w drodze powrotnej. Rano było dość cipeło i jasno by całą drogę rowerem przejechać. Żebym to wiedział wcześniej... :)
Jechało się bardzo dobrze, chociaż niekoniecznie zawsze z wiatrem. udało się osiągnąć ładną średnią i rekord prędkości chwilowej w tym roku 52,4 km/h.

W Kruchowie widziałem niezły klucz żurawi- 22 sztuki.

Niedziela, 9 marca 2008 · Komentarze(0)