Kompletny brak mocy rano. Do pracy dojechałem dopiero o 7:10 bez awarii i z punktualnym wyjściem z domu tak kiepskiego czasu w tym roku chyba nie miałem :( Mimo braku sił jechało się przyjemnie. Było cieplej niż wczoraj. Niekoniecznie od poniedziałku rano będę brał rower w pociąg. Może jeszcze pojeżdżę ;)
Zbliżam się do ubiegłorocznego dystansu. W 2007 roku przejechałem, jeśli pamięć mnie nie zawodzi, ok. 7970km. Najpóźniej do niedzieli powinienem to przekroczyć :) Jutro urlop weselny, ale jeśli czas pozwoli trochę pojeżdżę. Może już jutro dociągnę do 7980km ;)
Rano niesamowicie mroziło i było mglisto, wczoraj można było chociaż zatrzymać się w pasie mgły by się ogrzać. Dzisiaj zimno było wszędzie :( No i ciemno, 20km z właczonym światłem trzeba jechać :(
Jutro chyba po raz ostatni poranny przejazd. Później rower w pociąg, a tylko powrót na rowerze. Skończyły sie w drodze powrotnej przystanki na maślaczki. Już po sezonie na nie, a za innymi z rowerem nie będę chodził.
Od wczoraj cały czas we wszystkich prognozach (ICM, Onet, pogodynka) na rano i do południa zapowiqdano konkretny deszcz w naszych okolicach. Gdy czas wyjeżdżać jest jeszcze ciemno, więc nie potrafiłem ocenić prognoz, zdecydowałem się na pociąg. Już dojeżdżając do dworca stwierdziłem, że to był błąd. Piękny wschód słońca, ciepło, zero wiatru, a tym bardziej deszczu. No ale słowo się rzekło :(
Wyjeżdżając z pracy do domu popatrzyłem trochę na stawianie masztu telefonii komórkowej niedaleko naszego biura. Ok. 60m wysokości. Dźwigi średniaczki,a panowie alpiniści widocznie zadowoleni ze swojej pracy. Też bym był jakbym tyle dostawał, tylko tam wejśc... :) Najgorsze, że teraz z masztu będą siać nam do biura promieniowanie :(
W drodze powrotnej zbieranie resztówek maślaczków, kończą się, bo trochę sucho. Za to zaczęły pojawiać się opieńki :)
Standard trasa: do pracy i z powrotem, ale nie do końca... Przed sklepem w Lubochni spotkałem faceta, którego widziałem przed tym samym sklepem wczoraj i dzisiaj ranow lesie, z rowerem. Zagadał dokąd jadę i ogólnie chciał się pochwalić swoim rowerkiem. Miał 80 - letni rower Torpedo. Stan można powiedzieć doskonały. Wszystko poza oponami i lampami oryginalne. Dynamo oryginalne, miał też oryginalną tylną lampę, ale bez żarówki i niepodłaczoną. Siodełko niczym kanapa, szerokie, na 3 sprężynach, obite skórą. Farba oryginalna, za wyjątkiem sztycy pomalowanej srebrzanką. Brakowało tylko przedniego ręcznego hamulca. Wszystko wygrawerowane nazwami producenta, piekna sprawa. Prawdziwy kunszt niemieckiej sztuki inżynierskiej, estetyka i niezawodność, jednocześnie lekkość i solidność, proste rozwiązania techniczne. jestem pod wrażeniem :)) A mając 80 lat na wsi taki rowerek z pewnością przewiózł tony zboża, pasz, ziemniaków i innych takich.
Rano pogoda niepewna, drobna mżawka i ciemno, że chmur nie widać, brak chęci... Pojechałem więc na PKP i pociagiem do Gniezna. Droga powrotna już full wypas :)) Znowu przystanek w stałym miejscu i torba maślaczkó zebrana. Być może zrobię sobie z nich kolację :)
Po wczorajszej wycieczce dzisiaj ledwo żyw. Rano z wiatrem jechało się rewelacyjnie, ale z powrotem masakra :(( W Gnieźnie wjechałem do sklepu kupić zestaw do łatania dętek. Wczorajszy dzień pokazał, że warto mieć coś takiego zawsze przy sobie :) Przystanku na maślaczki nie robiłem, bo po weekendzie raczej wszystko wykoszone, no i sił nie było :(