Wypad w Beskidy - I dzień, piątek
Pobudka o 4, dojazd do dworca, w pociąg i z trzema przesiadkami i po 13h podróży wysiadka na stacji w Milówce. Dalej pięcie się kilkanaście kilometrów pod górę do najwyżej położonej w Polsce wsi, Koniakowa. Złożyłem bagaż w domu "Koczy Zamek" i jazda dalej do Koniakowa zobaczyc jak on wygląda latem. Obiadek i powrót na nocleg.
Jedna z przesiadek, automatycznie kojarzę konkurs w Rejsie... "Imię polskiego króla, jak miasto nad Wisłą, na K..."

Moja stacja końcowa Milówka

Pięcie się pod górę do Koniakowa

Jak zimą zapowiadał właściciel jednego wyciągu, tak zrobił. Po lewej stronie stok narciarski, a po prawej zjazd dla rowerowych samobójców z rampami, skoczniami, pętlami itp, a pośrodku wyciąg... zimą dla narciarzy, latem dla tych samobójców, którym się udało zjechac w całości

Kręcenie się po Koniakowie

Czas na "jadło drwala" w karczmie na Ochodzitej. Podobno placek ziemniaczany z gulaszem, ale placka nie znalazłem :) Przydało się po całodziennej podróży pociągiem pięciu się 20km pod górę

I powrót na nocleg

Więcej fotek w galerii