Powrót po kilkudnoiowej przymusowej przerwie. W niedzielę strzeliła mi linka od tylnych przerzuek, więc w poniedziałek wybrałem się do pracy pociagiem. Po powrocie wziąłem się za wymianę linki. Rozkręciłem manetkę by wygrzebać końcówkę starej linki, zakładam nową i... okazauje się o 15-20cm za krótka... Była to linka kupiona kiedyśtam na zapas, w poniedziałek kupiłem kolejną by po wymienie znów mieć zapas, patrzę, a ona też za krótka. Cóz, zakupy w Moguilnie, nawet linki są za krótkie. Więc we wtorek kolejny przymusowy wyjazd pociągiem, kupiłem linkę w Gnieźnie. Okazała się idealnej długości. Jednak po wymianie w środę rano lało, więc znowu pociąg, a popołudniu nie miałem kiedy wsiąść na rower. Udało się dopiero dzisiaj dojechać do pracy. Średnią miałem niezła, naciągnąłem w drodze powrotnej średnią za cały dzień 27km/h. jednak ostatnie 3km pokonałem pieszo ze względu na to, że nie podjąłem się jazdy "po spożyciu" ;) Średnia trochę spadła.
Jutro pewnie znowu bez roweru :( Na weekend prognozy tragiczne :(
Nareszcie była okazja by pojeździć rowerem na innej trasie niż do pracy. Postanowiłęm poszukać nareszcie zamku ukrytego w lesie. Trochę las zjeździłęm. Najpierw wywaliło mnie przy niebieskim transformatorze na skrzyżowaniu Skorzęcin, Piłka, Wylatkowo, więc już podjechałem do Skoja. Oj wypocząć tam się na pewno nie da. Zawróciłem, bładziłem po lesie, bładziłem aż w końcu znalazłem :) Kilkaset metró wcześniej chyba nawet spotkałem właścicieli na spacerze po lesie. Przynajmniej ich wygląd i ubranie sprawiał takie wrażenie :) Później bładziłem by wyjechać w znajomej okolicy. Wyjechałem w Wylatkowie, to zajrzałem do Powidza i Przybrodzina. W Przybrodzinie spotkałem się z wyjątkową ignorancją. Na plaży podszedłem po piwko. Była kartka "Fortuna jasna... Fortuna ciemna". Domysliłem się, że ciemna to piwo "Czarne" bo zawsze takie mieli, ale nie wiedziałem ta jasna jakie to. W koncu browar Fortuna produkuje kilka gatunków piwa. Spytałem to jasne jakie to jest i uzyskałem odpowiedź: "normalne jak każde jasne piwo". Oj takiej pani bym nie zatrudnił w barze. Chociaż mogłaby jakoś wybrnąć jak nie wiedziała co sprzedaje.
W drodze powrotnej przy zjeździe do jeziora Gać udało mi się osiągnąć 59,1km/h Chyba nowy rekord :) No i kilka km dalej strzeliła mi w manetce linka od przerzutek :( Znowu :( Ale i tak tym razem wytrzymała jakieś 1,5 tys km więcej niż zwykle. Jutro zatem do pracy pociągiem :( Nie chciało mi się już dzisiaj wymieniać.
I na koniec małe wyjaśnienie, bo było takie pytanie :) W czwartek, na zamieszczonym zdjęciu stawialiśmy wysięgnik do podestu, który przedstawiają poniższe zdjęcia :)
Jak zwykle dom - praca - dom. Przed chwilą niezłe zamieszanie było nad Mogilnem. Tak rodzi się tornado. Jakbym to zobaczył w drodze do domu, to kto wie czy uciekając nie osiagnąłbym prędkości światła :)
I dla odmiany powód wczorajszej nieobecności na rowerze :(
Wczoraj powrót po kilku dniach byczenia się nad morzem, doprowadziłem jeszcze rower po wymianie napędu i dzisiaj z rana zaraz do pracy i z powrotem. Oj mimo zmiany napędu ciężko było. Kilka dni leniuchowania, smażonych rybek i dobrego piwa dało się odczuć. Kondycja jak po zimowej przerwie :( Ale z każdym kilometrem powrotu było lepiej :)) Jutro znowu przerwa, bo delegacja do stolycy :(
Nad morzem miałem nareszcie okazję potestować filtr połówkowy w aparacie, ogólnie jestem zadowolony.
Tylko nie z pogody... :( Barowo - spacerowa (na 115-20km marszu starczyło, a i na 8 piw czasu nie zbrakło :))
No i nowy napęd... działą dobrze, tylko mam wrażenie, że bardziej hałasuje, ale to może kwestia dotarcia.
Do pracy, a z powrotem tylko do centrum. Odstawiłem rowero do serwisu do zmiany całego napędu. Odbieram we wtorek, bo jutro z rana jadę do Sarbinowa pobyczyć się no i na dłuuugie spacery po plaży :) Dzisiaj strzeliły na liczniku magiczne sumy: 6 tys km w tym roku i 14 tys. km od zakupu roweru 1,5 roku temu :)
Do pracy i powrót do domu. Obiecałem dodać przy czasie fotki ze spływu. Niniejszym to czynię ;)
Ale najpierw ze zwiedzania okolic Chojnic... przy jeziorze Charzykowskim w Charzykowych. Ścieżka rowerowa jest zrobiona wokół połowy jeziora
Z Chojnic do miejscowości Charzykowy jest jakieś 6km, cały czas wzdłuż drogi jest ścieżka rowerowa z chodnikiem. Widać, że jak się chce, to można to zrobić
Spływ VIP-ów czas zacząć ;)
Poważna przeszkoda...
Drugie podejście...wyszło jeszcze gorzej :(
Aż zmęczyliśmy pana na kłodzie
I skonczyło się przeprowadzką poboczem, gdzie spokojnie pływał sobie sprawca zamieszania bóbr :) I tak byliśmy ambitni, bo inni od razu zabierali się za przenoszenie lądem
Piknik w dość polowych warunkach
Przeprawa pod pomnikowym dębem
No i czas na zakończenie spływu. Ostatni przystanek i czekanie na transport kajaków :(
Do pracy i z powrotem. Ciężki powrót do codzienności po urlopie i superrewelacyjnym spływie kajakowym :((( No ale jakoś trzeba to przeżyć. Napęd nadal niewymieniony, jazda niedługo nie będzie możliwa, ale nie ma czasu się tym zająć. Wezmę się po 10tym sierpnia. Te kilka dni jakoś przeżyję... chyba :(
Mały spacerek i kilka dni rowerowej przerwy. Pora rozruszać inne mięśnie :) Jutro o 7 wypad do Chojnic i później kilkudniowy szalony spływ kajakowy na Wdzie :))))