Dom- praca- dom, obiadek i do Wylatowa na popołudniowe rozmowy na mniej i bardziej poważne rozmowy. W końcu dzisiaj światowy dzień ufo, to gdzie jak nie w Wylatowie spędzać :))
Spieszyłem się by śmignąć między burzami. Między chmurami przejechałem, ale w sumie burzy nie było wogóle :(( Kiedy w końcu popada??
W 2 godziny po wpisie edytuję go :) Jednak popadało trochę w Mogilnie. Burza i kilka minut deszczu. Dobre i to. Ładna tęcza była.
Widać różnicę w barwie nieba, wewnątrz tęczy jaśniejszy kolor, pomiędzy pasmami lekki fiolet i na zewnątrz ciemna chmura. Dopiero jak przestawało padać dostrzegłem "moje" wiatraki.
Standardzik: Mogilno - Gniezno - Mogilno. Coś dziwnego dzieje się z pogodą. Z rana nawet jak miałem pod wiatr to o 5-6 godzinie był praktycznie niewyczuwalny. W tym tygodniu wieje jak diabli już od 5, że ciężko dojechać do pracy na czas :(
Jak zwykle dom- praca- dom. Rano paskudny wmordewind. W drodze powrotnej skoczyłem jeszcze do Żabna na tradycyjne Świętojanki :)) A jutro an rowerku 0km :((( Delegacja i to raczej pracochłonna :((( W domu późnym wieczorem...
Rano było trochę zachmurzone, burze w prognozach i kałuże po nocnych burzach, więc wrzuciłem rower w pociąg. Droga powrotna już normalnie. Chciałem zahaczyć o Przyjezierze, ale wiatr mnie skutecznie zniechęcił.