Standardowo z roboty. Znowu wiatr trochę przeszkadzał, ale za to było bardzo ciepło jak na tegoroczną wiosnę. Można było jechać ubranym na krótko, chociaż nizbyt byłem na to przygotowany.
A jutro po pracy do Wrocka na łikendowy "I bardzo nieoficjalny zlot Cannondale'a Capo" :)..
Aha, a dzisiaj drodze często spotykana, nieraz powalająca woń kwitnących fiołków...
Z roboty znowu z paskudnym wmordewindem. Chyba najgorszy dzisiaj był. W dodatku musiałem spacerowo deptać po gigantycznych ilościach przyjmowanej kofeiny, z obawy o moją pompę...
Za Trzemesznem spotkałem całkiem niezłe stadtko żurawi..
Krótka jazda testowa Capo przed łikendowym, nieoficjalnym zlotem właścicieli capo we Wrocławiu ;) Sprawdzałem jak się jeździ po zmianie wygodnych owijek a zwykłe gumowe chwyty. Wielkiej róznicy komfortu nie ma, ale estetyczny ubytek spory..
A propos cannondale'a.. W czwartek wysłałem stara kolarzówkę. Spakowałem ją w karton od capo. Wygląda na to, że to był błąd. Wczoraj klient dzwonił co było w kartonie, bo... ktoś go na poczcie rozszabrował. Była perfidnie zrobiona dziura w poszukiwaniu czegoś. Nie było drogiego cannondale'a tylko stara kolarzówka za 350zł... zniknął tylko samozamykacz, co dowodzi, że to było celowe rozwalenie paczki, bo schowałem go dość głęboko i dokładnie... Kolejne uroki kolejnego komunistycznego molocha, poza innymi urokami PP, z którymi się ostatnio spotykam... Następnym razem wysyłając podobną paczkę postaram się o jakiegoś DHLa...
Standard z roboty, miało padać, a nie padało. Powoli dojrzewam do dojazdów nie tylko Z, ale i DO roboty... Wczoraj słyszałem rewelacyjny tekst a propos spraw zawodowych, ale nie tylko moich... Jakie zwierzę nadaje się na najlepsze porównanie do kobiety inżyniera??... Świnka morska, bo świnka morska nie jest ani świnka, ani morska... Trochę szowinistyczny tekst, ale z tego co widzę z życia wzięty :)
Spory wmordewind dzisiaj, ale przynajmniej ciepło. Wczoraj z planów wyjazdowych nic nie wyszło. Po sobotnim zasuwaniu na działce nabawiłem się zakwasów tu i ówdzie i zabrakło sił i chęci na rower...
Niezła tragedia... Większości z tych osób nie trawiłem, albi wręcz nienawidziłem jako polityków, jednak to ludzie. Część z nich była bardzo wartościowa, będzie ich brakować... Denerwują mnie tylko niektóre wypowiedzi znajomych, dziennikarzy, polityków, którzy jeszcze wczoraj z chęcią nazywaliby Prezydenta kartoflem, a dzisiaj dają wzniosłe wypowiedzi. Jakbym zobaczył jeszcze palanta Palikota czy Szymona Majewskiego, to przywaliłbym krzesłem w telewizor...
Może ta tragedia pozwoli wreszcie zrozumieć politykom i nie tylko, że TU i TERAZ to tylko marność. Dzisiaj są, jutro ich może nie być...
Trasa standard z małymi uozmaiceniami. Wychodząc z roboty myślałem, że pojadę całą trasę z wiatrem. Rzeczywiście było Z wiatrem, ale tylko max 15km.. Później zmieniłem kierunek i wiatr chyba też, ostry wmordewind. Zaraz za Gnieznem zobaczyłem przed sobą jakiegoś rowerzystę. Za Szczytnikami skromnie stwierdziłem, że to nie byle kto, bo dystans się nie zmniejsza ;) Zacząłem go ścigać. Dystans zmniejszył się na tyle, że po łydach grubości moich ud poznałem jednego z zawodowców. Niestety skręcił w inną stronę, a nie chciało mi się go gonić za wszelką cenę... Dalej w Wydartowie wk...ił mnie zdrowo kierowca ciężarówki, żółta z wywrotką "łódką", chyba ze żwirowni w Powiadaczach. Droga wąska a gość zap..la. Wczoraj było podobnie, ale dzisiaj jeszcze bliżej i szybciej. Minął mnie może na 0,5m, tumany kurzu większe niż kierowca, straciłem na moment kompletnie widoczność. W dodatku kamień spod jego koła przyp...ił mi w kolano. Ból jak ch...ra. Następnym razem dorwę ch....a. Zapamiętałem go i już opracowałem strategię :) Dalej w Gozdawie w...ił mnie kierowca ciągknika rolniczego z jakimiś bronami z tyłu na cała szerokość drogi. Panisko... musiałem zjechać sporo w pobocze by mnie nie zgarnął, jakbym to ja był intruzem. Miał szczęście, że w międzyczasie dostałem długo wyczekiwanego SMSa, który poprawił mi humor na tyle, że nie chciało mi się gościa gonić by wyciągnąć z kabiny :) Znowu pi..lę długie teksty, ale też znowu się wk...łem..
Stare szorty rowerowe Rockridery na skutek zużycia i grubego dupska po zimie zaczęły się pruć i pękać w szwach. Wczoraj kupiłem nowe szorty i, jak to niektórzy nierowerowi nazywają, pedalskie gacie. O dziwo wczoraj rano kupiłem, a dzisiaj już przyjechały.
Dość standardowo z roboty. Po chorobie ciężko było, totalna niewydolność oddechowa :( Ale jakoś się udało. Po powrocie spakowałem do wysyłki starą szosówkę, sprzedana. Przyszedł za to dzisiaj przewodnik, który przyda się na rowerowy wypad w pierwszym tygodniu czerwca :) W tej chwili wyjazd jest niemal pewny, nocleg załatwony... Jakieś duże, utrudniające zmiany życiowe jedynie mogą plany pokrzyżować, ale i tak nie sądzę, najwyżej skrócą czas wycieczki...
Choróbsko, które mnie dorwało nie odpuściło. Niestety jeszcze w sobotę gorączka, w niedzielę tylko nieco ponad 37st C... i bezlitosny kaszel, trochę nadal jest. Dlatego przez święta ani km nie wykręciłem, dzisiaj też nie miałem odwagi jeszcze całej trasy jechać. Lepiej się wyleczyć do końca. W piątek ruszyła strona Mogileńskiego Towarzystwa Cyklistów mojego pomysłu, a wykonana przez kolegę... Brakuje jeszcze klku elementów, no i sporo treści, ale już zapraszam!! :)