Rajd Weteranów Szos

Sobota, 24 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Z rana do Wylatowa na 1 etap Rajdu Weteranów Szos po Ziemi Mogileńskiej pocykać trochę fotek na stronę Wylatowa no i popatrzeć na piękne auta, bo uwielbiam takie zabytki :)
W Wylatowie załogi miały jedno z zadań na trasie. Bieg z jajem na łyżce. Jakoś dziwnie na wieść o konkurencji reagowały załogi... "po wczorajszym?, na kacu?", "Ale alkotest z rana..." :)
Autka przepiękne. Kilka fotek poniżej, a więcej w fotorelacji z Wylatowa

Po rajdzie na działkę. Bracie, melduję wykonanie zadania. Wapno rozsypane. Tylko coś mało przywieźliście.

Jutro myślałem o Skoju, ale... wyskoczę zobaczyć wszystkie te autka razem na stadionie, a później do Dąbrowy odebrać koszulkę wylicytowaną dzisiaj na Allegro...



Standard

Piątek, 23 kwietnia 2010 · Komentarze(2)
Mróz rano, nadal po nstaremu rano korzystając z PKP. Powrót standardowy. Przed wyjazdem założyłem nową obejmę sztycy po zerwaniu gwintu w starej. Zapomniałem za to przesmarować łańcuch, więc skrzypiąca jazda do domu...

Zapraszam na łyk-end do Mogilna na Rajd Weteranów Szos

Błąd taktyczny

Czwartek, 22 kwietnia 2010 · Komentarze(2)
Znowu pogoda.Wyjeżdżając z pracy pojawiłą się na niebie czarna chmura. Po wyjechaniuz lasu zaczęło padać, także grad, więc decyzja o jeździe na pociąg. Gdy dojeżdżałem do dworca wyszło słońce, chmura przeszła. Stwierdziłem, że pojadę za nią, to nie zmoknę. I tutaj był jakiś błąd taktyczny. Okazało się, że nie jechałem za chmurą, ale jakoś ją objjechałem naokoło i w Trzemesznie władowałem się dokładnie pod nią. Zmokłem nieco, ale przed najgorszym schowałem się na dworcu pkp. Poczekałem 15 minut, chmura przeszła i ruszyłem dalej. Tym razem już się udało jechać za chmurą.

Brrr...

Środa, 21 kwietnia 2010 · Komentarze(5)
Ale mi wymroziło dzisiaj. Wbrew prognozom wybrałem się z pracy rowerem. Pierwsze 10km doskonale się jechało z wiatrem, 40km/h nie schodziło, a bywało i ponad 50km/h niekoniecznie z górki.
Problemy zaczęły się za Lubochnią. Na początku lasu po drodze jeździła równiarka. Przez cały las tortury. Jazda po świeżo spulchnionej glebie, czasami prowadzenie...
Od Trzemeszna wiatr się odwrócił, zaczęła się nawałnica. Silny wmordewind, ziąb i deszcz. Na szczęście załapałem się na końcówkę chmury i nie przemokłem całkowicie. Jednak wystarczyło by totalnie wymarznąć, prawie jak zimą :(

W Mogilnie podjechałem pod bankomat, patrzę, a tam wystaje 300zł. Ktoś miał szczęście, że trafił na uczciwego człowieka. Poczekałm aż się kasa schowa, a mogłem spokojnie ją złapać i odjechać. Zapewne była to jakaś roztargniona fajtłapa... wypłaciła, ale nie zabrała kasy.

Plany się rypły

Wtorek, 20 kwietnia 2010 · Komentarze(1)
Miałem dzisiaj zacząć sezon dojazdów także do pracy, ale nic z tego nie wyszło. Po łykendzie wogóle nie chciało się iść do roboty, a co dopiero wyjść z domu 20 minut wcześniej niż dotychczas. A jak zobaczyłem szron, to miałem dodatkową wymówkę.
Miałem w zamian w drodze powrotnej zahaczyć o Powidz, ale i to nie wyszło. Przed wyjazdem zacząłem kombinować z ustawieniami siodełka. Tak kombinowałem aż zerwałem gwint w obejmie sztycy. Komfortowo z siodłem na max w dół nie da się daleko jeździć. Wróciłem prosto do domu.
Oczywiście jakbym to zrobił 20 minut wcześniej, to dałoby się to jakoś prowizorycznie w warsztacie naprawić. Jednak o tej godzinie już nikogo tam nie było.

Na działkę

Poniedziałek, 19 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Dzień przejściowy... wcześniej wróciłem po miłym łikendzie we Wrocku, dzień urlopu, więc dla rozluźnienia wypad do babci podłubać na działce, cieszyć się łonem...natury :)

Powrót do domu

Poniedziałek, 19 kwietnia 2010 · Komentarze(0)
Powrót do domu... przejazd od Barta do dworca PKP (a jak wyjeżdżałem to niebo płakało...) i w Mogilnie z PKP do domu... szkoda...

Wróciłem dość wcześnie, bo nie chciałem nadużywać gościnności, pociąg bezpośredni, no i był też czas by jeszcze do babci na działkę skoczyć coś podłubać...

I bardzo nieoficjalnyzlot capo - dzień 2.

Niedziela, 18 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Objazd Wrocławia. Głównie po wszystkich wrocławskich parkach i ciekawszych miejscach, po wałach Odry i jej odnóg, trochę po Rynku, obowiązkowa wizyta w Spiżu, ale i dla mnie nowym. Bierhalle... Takie spacerowe kręcenie się, choć i czasami pocisnęliśmy :)
Trochę hamowałem czasami :( Brak doświadczenia w jeździe miejskiej... ale było OK. Po wyprawie rowerowej odświeżenie się i mała przysiadówka w parku na pogaduchy, jak zwykle dość treściwe, filozoficzne rozważania... :)

Na wrocławskim Rynku

Biegunowe lustrzane odbicie... no prawie...
Dla mnie nowość... piwko z browaru restauracyjnego Bierhalle... tutaj Pils... porównując ze Spiżowym nic szczególnego, uwzględniając, że za małe 2 zł drożej...

I bardzo nieoficjalny zlot Cannondale'a Capo

Sobota, 17 kwietnia 2010 · Komentarze(2)
1. dzień zlotu... Frekwencja spora, bo dopisało 2/3 polskich posiadaczy capo (wg naszych danych).
Pobudka skoro świt o 9, śniadanie i takie tam i z godnie z planem wypad z Wrocławia do Sobótki. Obojętnie w jaką stronę się nie jechało to wmordewind :( Połowę drogi pocisnęliśmy trochę, dalej daliśmy luz, bo w końcu nikt nas nie gonił, a i jadąc spokojniej pogadać można.
W Sobótce krótka wizyta na Rynku i powrót z obiadkiem "W starej mleczarni". Po dobrm i obfitym obiedzie dalej, mimo że czasami z wiatrem, trochę ciążyło, prędkość średnia 20km/h...
Wieczorem mieliśmy jeszcze pokręcić po mieście, ale po zakupach ciekawych okazów piwnych i białej kiełbaski z pomysłu zrezygnowaliśmy... trochę pogaduch, film "Wściekłe pięści" i to by było na tyle :)

Capo satły razem samotnie przez noc i przy każdej okazji zostawialiśmy je razem z nadzieją, że doczekamy się za kilka miesięcy młodych. Niestety wydaje się, że są to dwa samce :(

Mały test mojego capo przez "gospodarza zlotu", czyli Barta...

W drodze do Sobótki, oczywiście łamażnie, centralnie zastawiłem Ślężę

Aby było widać, że to faktycznie tam jeszcze jedno podejście z odsłonięciem Ślęży :)
I na rynku w Sobótce

2/3 polskich capo :)

Z Capo do Wrocka

Piątek, 16 kwietnia 2010 · Komentarze(1)
Rano z ciężkim plecakiem i capo do pociągu, z pociągu do pracy. Po pracy znowu na pociąg prosto do Wrocka na "I bardzo nieoficjalny zlot Cannondale'a Capo" :)
Trochę bładzenia po Wrocku, bo jak zwykle jadąc do gospodarza wjechałem w złą ulicę, a nie pamiętałem jej nazwy by wiedzieć o co pytać. Po telefonie się odnalazłem :)
Po rozpakowaniu obowiązkowy wypad do Spiża na świeżuteńkie piwko z browaru restauracyjnego i obiad (Kuba, dzięki!! :-) )

c.d.n.