No i 91km na jednym biegu zaliczone :( Ale w sumie nie było tak źle. Tempo jako takie trzymałem, rano tylko 20 minut dłużej niż zwykle.
Po pracy wstapiłem po nową manetkę, bo tamta cięła linki co 2,5tys km no i się dowiedziałem... Alivio ogólnie są do d..y bo tną linki. Nie mam co wymieniać, bo to nic nie da. Chyba, że... znajdę Alivio z lat 1998/99 bo wtedy jeszcze stawiali na jakość, a nie na niską cenę. No więc szukam, jak ma ktoś takową na sprzedaż to niech się zgłosi ;) I ogólnie są do luftu, by linkę wymienić trzeba rozkręcić praktycznie na części pierwsze :(( No ale jakoś wymieniłem :) Pytanie tylko jak będzie działac, bo z każdą wymianą linki jest gorzej :( Jeszcze podkładka zębata z plasteliny chyba :(
W środę w drodze do pracy się wyjaśni jak działają :)) Dzisiaj już mi się testować nie chciało, a jutro znowu delegacja do stolycy :(
Pecha ciąg dalszy. Znowu strzeliła mi linka od przerzutek :(( Jutro muszę podjechać do sklepu i nareszcie kupić nowe manetki. A jutro wcześniej wyjście do pracy. Spróbuję wymienić linkę, a jak nie pójdzie szybko, to jazda do Gniezna na 8 biegu :/ Jakoś się opanuje, nie mogę sobie pozwolić na jazdę pociągiem :))
A wybrałem się do Skorzęcina, po drodze zmieniłem plan i chciałem przejechać przez Orchowo i trochę zdjęć po drodze porobić. Niestety zaraz za Słowikowem pękła linka i zawróciłem przez Kamionek.
Kościółek w Szydłowie
Widok na J. Szydłowskie
Bociek w Trzemżalu, też już mają młode :)
Pan kozioł...
... i jego żonka :)
Lisek sobie spacerował po polu
Skansen maszyn rolniczych w Słowikowie, ciekawe było narzędzie do wydobywania torfu. Niestety na zdjęcia się nie załapało
Przez Wszedzień, Parlin, Nową Wieś Pałucką, Laski i na Rozalinowo. Tutaj oczywiście nie obyło się bez bładzenia. Pomyślałem, że zjadę z asfaltu i pojadę przez Rozalinowo. W Rozalinowie droga mi się skończyła. Mostkiem nad strumieniem i koniec drogi. Na szczęście jakiś turysta mną pokierował. Trochę pchania roweru pod górę metrowym zielskiem i w końcu wyjechałem w Piastowie. Do Annowa już dalej bez problemu. Ze znalezieniem głazu mały problem był, bo wieki już nie byłem. W końcu się udało. Podjechałem też do źródła św. Huberta. Ładna okolica na wycieczki rowerowe, szlaki nawet oznaczone, i na spływy kajakowe. Wylądował jeden przy źródle.
Z powrotem nieco dalej, bo przez Pniewy, ale ogólnie krótką trasą. Zimno trochę było :(( Z tegop samego powodu nie podjechałem do Wapienna do kamieniołomów, no i pogoda na fotki kiepska :(
Do głazu...
Spory kamyczek, a podobno był wielokrotnie większy tylko pół okolicznych wiosek z niego wybudowano... podobno
Aleja modrzewiowa między Annowem a Szczepankowem
Źródło św. Huberta... Niby pomnik przyrody prawem chroniony, a oszpecili tandetną obudową :(
Ładna ścieżka rowerowa przy Wiktorowie
Mały przystanek na rozeznanie którędy wracać
Dawna żwirowania w Annowie, teraz całość obsadzona brzozami. Ciekawie las będzie wyglądał :) A łabędzie dorobiły się już brzydkich kaczątek :)
Pech w miarę opuścił :) Na nowej oponie jedzie się całkiem nieźle. W drodze powrotnej od Trzemeszna trochę nieciekawy wiatr no i deszcz od Wydartowa :( Na szczęście zanim się deszcz rozkręcił na dobre dojechałem bez przemoknięcia do suchej nitki.
Wyjazd do pracy jak zwykle. Mgła jak diabli. Za Mijanowem zeszło mi powietrze z przedniego koła. Jakbym nie miał łysej opony, to by się pewnie nie zdarzyło. Wożę na szczęście zapasową, nową dętkę. Wymieniłem, pompuję, ale coś nie wchodzi. Pękł na pół wentyl. To co najwytrzymalsze powinno być, stal, pękło :( Z buta do domu i przymusowy urlop. Zakupy opony i dętki w Mogilnie to makabra. Wkońcu znalazłem oponę takąby pasowała, nie marzyłem nawet o tym by kupić taką jaką bym chciał. Zakupy dętki... znalazła się o dziwo właściwa, jednak chwilę po odejściu od kasy (kilka kroków) przypomniało mi się by sprawdzić zawór. Oczywiście inny niż mam przy tylnim kole. Chcę wymienić, innych nie mają. Zwrot kasy nie wchodzi w grę. Pokilku minutach marudzenia w końcu dostałem kasę i kupiłem dętkę w innym sklepie. Wymieniłem dętkę i oponę, zakładam koło i... w trakcie wymiany spadła mi nakrętka z piasty. Wywróciłem piwnicę do góry nogami by ją poszukać, nie ma. Poszedłem do miasta kupić, oczywiście nie ma. Kupiłem zwykłą nakrętkę byle tylko gwint pasował. Wróćiłem do piwnicy, jeszcze raz wywróciłem ją do góry nogami. W końcu stwierdziłem, że nie ma to sensu, zacząłem porządkować i na samym końcu nakrętka się znalazła. Na domiar złego była na samym wierzchu. Koło założone i zrobiła się 17 godzina. Stwierdziłem, że nie ma co kusić losu, tylko 400m jazdy kontrolnej i dzisiaj rower sobie odpuściłem. A z rana miałem nadzieję, że szybko wymienię dętkę i skoczę np do Skorzęcina :( Ale cóż, pech to pech :((
Dzisiaj urlop by pojeździć. Pojeździłem dużo, aż 8 godzin :( Niestety chodzi o jeżdżenie... kosiarką. Na szczęście po 7h w sobotę i 8h dzisiaj nareszcie koniec :)) Dopóki znowu trawa nie odrośnie :(
Konie najedzone a jeszcze parę hektarów do skoszenia zostało...
Dom- biuro- dom. Plan na drogę powrotną był ambitny - odnaleźć grodzisko w okolicy Lubinia, ale... znowu w mordewind i to w dodatku zimny. Byłem szczęśliwy, że wogóle dojechałem do domu. Zjechałem tylko nad J. Młynek, ale to bardziej z chęci ogrzania się. Nie wieje tam, więc było bardzo ciepło. Rano zmarzłem niesamowicie, palcami u nóg nie mogłem ruszać :/